środa, 30 kwietnia 2014

Second

   Całą niedzielę spędziłam na leczeniu kaca, którego spowodowała impreza z okazji moich osiemnastych urodzin. Dziś trzeba było jakoś zebrać się do życia i iść do szkoły. Został ostatni tydzień mogłabym zrobić już sobie wolne, ale mama. Nie mam ochoty wysłuchiwać kazań na temat mojej edukacji, która i tak mnie nie obchodzi. Z racji, że trzeba przezwyciężać swoje słabości, zwlekłam się z łóżka i podeszłam do szafy, żeby znaleźć jakieś przyzwoite ubrania, które nadawałyby się na wyjście do szkoły.Ubrałam topspodenki oraz trampki. Uczesałam wysokiego kucyka i zrobiłam delikatny makijaż. Zabrałam telefon, po czym zeszłam na dół. W kuchni siedział Kacper i Sara. 
- Hej!- zawołał Kacper, widząc mnie w pomieszczeniu. 
- Siema- uśmiechnęłam się do niego, a Sarę minęłam bez słowa.
- Podwieźć cię?- zapytał wstając od stołu. 
- Nie, dzięki.- Zabrałam wodę.
- A, o której kończysz?
- Robisz mi jakieś przesłuchanie?
- Nie, tak się tylko pytam, bo chłopaki chcieli wpaść.
- Fajnie, niech wpadną!- odezwała się różowowłosa.
- Nikt cię o zdanie nie pytał.- syknęłam i zabrawszy sok wieloowocowy wyszłam z domu. Założyłam na uszy słuchawki i włączyam muzykę. Przemierzałam szaro-bordowy chodnik nucąc pod nosem Your Song. Lubiałam tą piosenkę, ale zarazem jej nienawidziłam. Kojarzyła mi się z Polską. W każdym, słowie, takcie i nucie przypominała mi to miejsce, ale nie można przecież żyć wspomnieniami. Po kilkunastu minutach energicznego marszu zbliżałam się do budynku szkoły. Przechodząc przez parking natknęłam się na Claudię i Melanie. Mel chwaliła się swoim nowym samochodem. Nie dziwię się, że przyjaźnią się z Sarą. Pasują do siebie idealnie. Przeszłam obok nich uważnie mierząc je wzrokiem.
- Hej Ola!- zawołała Claudia. Nie było w jej głosie nic co przypominałoby ironię. No tak ona też ma czasem ludzkie odruchy. Chyba z całej trójki jest najbardziej znośna. Co nie zmienia faktu, że nienawidzę jej tak samo jej przyjaciółek.
- Cześć- odrzekłam oschle i udałam się w stronę drzwi wejściowych.
- Jak impreza!?- zapytała Melanie. Że też akurat ta dziewczyna musiała urodzić się tego samego dnia co ja.
- Na pewno lepsza niż twoja!- odpowiedziałam, a co do tego nie miałam pewności. Wcale nie zazdroszczę jej tego, że na swojej osiemnastce miała największe szkolne dupeczki. Ja miałam piłkarzy Borussi. I kij ci w dupe wredna szmato. Jeden- zero dla mnie.- pomyślałam, po czym weszłam do szkoły. Minęłam na korytarzu kilka koleżanek. Zabrałam notes z szafki i udałam się do klasy.

*Perspektywa Erika*
Matko jak ta dziewczyna na mnie działa. Co ona ma w sobie takiego? Pewnie gdyby nie Kacper już dawno byłaby moja. Traktuje mnie jak dziecko.
"O wilku mowa"- pomyślałem słysząc krzyki chłopaków i pukanie do drzwi. Otworzyłem i wpuściłem ich do środka.
- Ej, bo zaraz sąsiedzi po policję zadzwonią- próbowałem ich trochę uciszyć.
- Tak nas witasz?!- Jonas zrobił smutną minę. Przybiliśmy sobie piątki, a chłopaki wparowali do salonu.
- To co melanżyk jakiś dzisiaj?- zapytał Baruner siadając na kanapie.
- Tutaj?!
- No, a gdzie?! U mnie jest Julka, mama, Sara.
- I Ola jest!- stwierdził triumfalnie Hoffann.
- No i co, że jest?- wzruszyłem lekceważąco ramionami.
- Jak to co?! Mógłbyś coś wiesz- brunet znacząco poruszał brwiami.
- Brak dziewczyny? Czy orientację zmieniłeś? Co cię tak moje życie seksualne obchodzi?
- Chodziło mi tylko o to, że mógłbyś coś Olkę, znaczy wiesz, że moglibyście sobie pogadać, no nie, sam na sam.
- A o czym ja mam z nią gadać?
- Macie dużo wspólnych tematów.
- Powiedz jej, że ją kochasz i tyle.- wtrącił Jonas.
- To nie jest takie proste.
- Erik zachowujesz się jak baba!
- Spadaj.
- Dobra koniec tego dobrego, jedziemy na zakupy, a potem wstąpimy po Olkę do szkoły.- wstał z kanapy i pokierował się do wyjścia. Zabrałem telefon i zamknowszy dom poszedłem za nimi.

*Perspektywa Oli*
Zabrzmiał ostatni w dniu dzisiejszym dzwonek, oznajmujący koniec lekcji. Wstałam z krzesła i biorąc do ręki telefon energicznie je zasunęłam.
- Do widzenia!- zawołałam w stronę siwej, około 50-letniej kobiety.
- Do widzenia.- odrzekła nauczycielka. Wyszłam na korytarz i udałam się do wyjścia ze szkoły. Wzrok zatopiłam w swojej komórce, tak, że nie zauważyłam idącej z naprzeciwka Claudii. Zderzyłyśmy się.
- Jak chodzisz idiotko!- syknęła blondynka przewieszając przez ramię brązową torebkę.
- Chyba jak ty chodzisz?!- krzyknęłam. Wtedy na drugim końcu korytarza ujrzałam Kacpra, Jonasa i Erika.
- Hej Olka!- zawołał Hoffmann. Raumenn spojrzała na mnie podejrzliwym wzrokiem.
- O cześć chłopaki!- odparłam mocno akcentując to ostatnie słowo. Blondynka przewróciła oczami. Widziałam, że już ma ochotę poflirtować z MOIMI chłopakami. Podeszłam do nich i każdego cmoknęłam w policzek.- słuchajcie, bo koleżanka ma jakiś problem- powiedziłam, a na mojej twarzy pojawił się szyderczy uśmieszek.
- Chodź tu.- powiedział stanowczo Erik. Nie zareagowała.- Po chodź tu.- powtórzył pomału idąc w jej kierunku.
- Dobra sory Ola!- wydusiła z siebie i szybkim krokiem wyszła z budynku. Przybiłam Erikowi piątkę i wszscy razem wyszliśmy ze szkoły. Przez całą drogę nie mogłam powstrzymać śmiechu.


__________________________________
Jest drugi! :D  czyta to ktoś w ogóle?? Jeśli tak to proszę komentujcie, bo nie wiem czy mam dla kogo pisać ;c <333

wtorek, 29 kwietnia 2014

First

- Ola, Ola!- zawołała piskliwym głosikiem Julka wskakując na moje łóżko.
- Jeszcze chwilę- mruknęłam i nakryłam głowę kołdrą.
- No wstawaj!- mała nie dawała za wygraną- mamy dla ciebie niespodziankę!
- Jaką nieapodziankę?- na chwilę otworzyłam oczy, ale po krótkiej chwili z powrotem je zamknęłam. Usłyszałam śmiech Julki i czyjeść kroki. Potem ktoś zrzucił ze mnie kołdrę.- Ej!- krzyknęłam, ale zaraz wyskoczyłam z łóżka i rzuciłam się brunetowi na szyję.
- Stęskniłem się za tobą.- powiedział, a ja cmoknęłam go w policzek.
- Czemu nie mówiłeś, że przyjeżdżasz?
- Miała być niespodzianka.- odrzekł z uśmiechem.
- No tak.
- Chodź, bo mama czeka ze śniadaniem.- Julka pobiegła przodem, a my za nią udaliśmy się do kuchni. Na stole czekały już moje ulubione naleśniki, a w całym pomieszczeniu unosił się ich zapach.

- Cześć córeczko- zawołała mama stawiając na stole sok pomarańczowy oraz dodatkową porcję grzanek.
- Wow, co to za wykwintne śniadanie?- zapytałam siadając na metalowym krześle.
- Wyjątkowy dzień dzisiaj.
- Wszystkiego najlepszego!- krzyknęła Julka.
- Myślisz, że dlaczego przyjechałem?
- O Matko!- dopiero w tym momencie przypomniałam sobie, że dzisiaj jest ten dzień, na który czekałam całe życie. Moje 18-naste urodziny.
- Smacznego!- powiedział Stephan wchodząc do kuchni. Przytulił mamę, po czy zabrał z blatu kubek z kawą.
- Sara zje z nami?- zapytała moja rodzicielka krzątając się po swoim królestwie.
- Chyba jeszcze śpi.
- Ja chcę ją obudzić!- krzyknęła Julka. Mała nie dając się zatrzymać swojemu ojcu pobiegła do pokoju Sary. Zaczęłam się śmiać, na co mama oraz Stephan popatrzyli podejrzliwym wzrokiem. Po zjedzonym śniadaniu poszłam do swojego pokoju zamienić różową piżamkę na ciuchy, które nadają się do cywilizowanego świata.Ubrałam w to i uczesałam tak. Kacper pojechał coś załatwić. Obiecał, że po mnie wróci, ale skończyło się na tym, że to Stephan musiał zawieźć mnie tam gdzie miał to zrobić mój brat. Zawiązali mi czymś oczy. Pewnie jakimś szalikiem, żebym nie mogła nic widzieć. Po co to w ogóle?

*KACPER*
- Jonas zamknij się!- syknąłem. Hoffman cały czas nie mógł powstrzymać śmiechu.
- No przecież się nie odzywam.- odrzekł kukając zza zasłony.
- Co ty robisz?!
- Patrzę. Nie widzisz?
- Mordy debile!- krzyknął Reus wychodzą spod stołu.
- Widać cię!- zawołam Hoffman.
- A ciebie słychać.
- Spadaj.- Jonas rozglądną się po okolicy, a wzrok zatrzymał na swoim przyjacielu.- Erik, a co ty dzisiaj taki małomówny?
- Wydaje ci się.
- Będziesz cicho Hoffman?!
- A mogę iść po Olkę?
- A idź w cholerę!
- Zamknijcie żesz się!- warknął Sahin. Jonas wyszedł zza zasłony robiąc przy tym nieprawdopodobny szum. Tylko on był do tego zdolny. Największą niezdara w drużynie, ale i tak każdy go lubi.
- Tylko bądź cicho!- upomniałem go choć bardzo dobrze wiedziałem, że to jest niemożliwe.
- Ej debile, jak to ma być niespodzianka, to się zamknijcie!- krzyknął z drugiego kąta Reus.
- Dobra ja już nic nie mówię!- wrzasnął Hoffman już z prawie końca korytarza.-" Hoffman idioto"- pomyślałem i oparłem się o ścianę.
- Kacper!- szepnął Durm
- Czego chcesz?
- Twoja siostra to mnie w ogóle lubi?
- A czemu miałaby cię nie lubić?
- Nie no, tak tylko pytam.
- A! Zakochałeś się!
- Zamknij się!
- Mam rację?
- Spadaj!
- Ok jak chcesz, ale i tak się dowiem.
- Ciekawe skąd?
- Od Hoffmana
- To jest groźba?


*OLA*
     Stephan wysadził mnie pod budynkiem przypominającym nowoczesną resteurację. W drzwiach przywitał mnie Jonas.
- Nie podglądaj- upomniał mnie, gdy próbowałam zdjąć opaskę.
- Dobra.
- Chłopaki mają dla ciebie niespodziankę, także nie wystrasz się, bo pochowali się za zasłonami.- poinformował mnie.
- Czyli to jest ta niespodzianka?
- Kurde, wygadałem się.
- Ciii, to zrobimy tak ja będę udawać, że o niczym nie wiem, a ty się nie wygadasz, że, mi się wygadałeś.
- Dobra.
- ... Przecież ci mówię, że się w niej nie zakochałem!- usłyszałam głos Erika dochodzący zza zasłony.
- Ale sam to powiedziałeś przed chwilą!- krzyknął Kacper
- Zamknijcie się debile!- syknął Mitchell. Zaczęłam się śmiać.
- Yyhm!- chrząknął Jonas.
- Yyy...NIESPODZIANKA!- zawołali chórem wyskakując ze swoich kryjówek. Cała drużyna Borussii wydawała się być bardziej zaskoczona moją obecnością niż ja powinnam być ich.

- No więc sto lat, sto lat!- zaczął Kacper. Reszta chłopaków  dołączyła do śpiewania. Nie mogłam powstrzymać śmiechu. Po odśpiewaniu sto lat  chłopaki rzucili się na mnie i zaczęli przytulać. Wyściskali mnie, wycałowali, ale na koniec zostawiłam sobie brata. Wtuliłam się w niego i cmoknęłam w policzek.
- Dziękuję. Jesteś najlepszym bratem na świecie.- Jonas i Erik dali o sobie znać.- a wy jesteście najlepszymi kumplami.- przytuliłam ich obu.
- Erik, bo się zarumienisz!- krzyknął mój brat.
- Zazdrosny o Hoffmana?!
- Tsaa o Hoffmana.
- Chłopaki przestańcie!- zawołałam opierając ramię na barku Jonasa. Kacper głupkowato się wszczerzył. Potem przyszedł czas na tort. Zdmuchnęłam świeczki i zgodnie z tradycją pomyślałam życzenie. Nic wielkiego. Chciałam tylko żeby tego dnia tata chociaż zadzwonił do mnie. Na ten jeden, jedyny dzień  mogliby zapomnieć o tych wszystkich sporach i kłótniach. Ale muszę się zadowolić tym co mam, a mam przed sobą większą część Borussii. Próbowałam pokroić tort, jednak nie wychodziło mi to.
- Daj.- wyręczył mnie Erik.
- Dzięki.- Kacper w dalszym ciągu nie mógł przestać się śmiać.- Kacper podejdź tu.- chłopak spojrzał na mnie uradowanym wzrokiem- chuchnij. Ty jesteś pijany?- zaczął śmiać się jeszcze bardziej.
- Erik, a nie powinno być odwrotnie?- zapytał brunet głupkowato się uśmiechając. 
- O co ci chodzi?!- rzucił w niego kawałkiem, który miał zamiar właśnie nałożyć na talerz.
- Chcesz wojny, Durm?!- wziął do ręki ciasto i wycelował nim w kolegę.
- Ty zacząłeś!
- Ja?! A kto mi się tam za zasłonką pytał, no?!
- Dobra, Kacper uspokój się.- próbowałam ich rozdzielić- Na pewno masz rację.- Durm popatrzył ma mnie ze zdziwieniem, a Kacper dostał napadu śmiechu.- a teraz usiądź sobie, zjedz torcika.
- Widzisz, Erik nawet ona wie lepiej od ciebie!- krzyknął opierając się o krzesło.
- Spadaj!
- A o co wam właściwie chodzi?
- Nie ważne- odrzekli chórem. Nareszcie zaczęła się normalna impreza. Potem chłopaki zabrali mnie do klubu, gdzie spędziliśmy prawie całą noc. Już nie mogę się doczekać reakcji tych zdzir z mojej klasy, gdy dowiedzą się z kim spędzałam osiemnastkę. To takie piękne. A co do urodzin, to zdecydowanie najlepsze w moich życiu!



_________________________________________________________________

The end! Wow, nareszcie pierwszy skończony. Osiedziałam się nad nim, wymęczyłam, wypoprwiałam, a jakoś wyszło. Za błędy przepraszam, bo z moją ortografią jest jak jest ;c. Ale myślę, że się spodoba. ;*** miłego czytania. <33

Prologue

  

Nazywam się Aleksandra Brauner, jednak zdecydowanie wolę jak mówi się do mnie Ola. Ola Brauner- tak jest dużo lepiej. Mam 18 lat. Tylko lub aż. Urodziłam się we Warszawie, ale od kilku, dokładnie 6, lat mieszkam w Dortmundzie. Moi rodzice się rozwiedli, a mama poznała jakiegoś faceta stąd i dlatego teraz tu jestem. Mam dwójkę rodzeństwa. Starszego brata Kacpra i młodszą, właściwie przyrodnią siostrę Julkę. Jest jeszcze Sara, ale o niej wolę się nie wypowiadać. Rozpieszczona przez swojego tatusia. Ciągle się kłócimy. Nie mam swojej prawdziwej przyjaciółki. Od przeprowadzki do Dortmundu moje kontakty ze starymi znajomymi się urwały, ale za to mam Kacpra. Tak, która normalna nastolatka uważa za przyjaciela swojego brata. Najwyraźniej jestem nienormalna. Zazdroszczę jego przyszłej żonie. Boże o czym ja myślę.
 Moim hobby jest robienie zdjęć oraz piłka nożna. Kibicuję oczywiście Borussii. Zwłaszcza, że mój brat przyjaźni się z chłopakami z drużyny. Skoro chodzi o mój charakter to niczym ciekawym się nie wyróżniam. Zawsze staram się być sobą i twardo stąpać po ziemi, aczkolwiek często łapię się na tym, że bujam w obłokach. Jak każdy, mam swoje marzenia, o których wiem tylko ja. Bywam czasem chamska, ale zawsze jestem szczera. Nie toleruję chłopaków, którzy traktują dziewczynę jak zabawkę. Może dlatego, że mnie też ktoś, kiedyś tak potraktował. Od tego czasu jestem sama. Sama, ale nie samotna. Bycie singlem też ma swoje zalety. Jestem niezależna. Nie chcę szukać miłości za wszelką cenę. Jeśli naprawdę jest mi to pisane, to prędzej, czy później ten ktoś stanie na mojej drodze.

                   

Characters


Ola Brauner  18l.

Sara Jenner 18l.



Kacper Brauner 20l.


Julka Brauner 4l.


Erik Durm 22l.


oraz inni piłkarze Borussii, rodziny bohaterów i przypadkowi ludzie